O oleju arganowym, szczególnie w świecie kosmetyki mówi się bardzo dużo. Oprócz tego, jest to jeden z najdroższych olejów jest on również bardzo doceniany - od pewnego czasu również w Europie. Nic dziwnego, że przyjął nazwę złota maroka - ma ku temu ogromne powody! Dzisiaj, po żmudnych, trzymiesięcznych testach przychodzę do Was z recenzją oleju arganowego marki Argan Group. Zapraszam do zapoznania się z recenzją.
Olej arganowy jest nieocenionym pomocnikiem w walce z całą gamą problemów skórnych - doskonale radzi sobie z przesuszonymi partiami, łagodzi stany zapalne, sprzyja gojeniu się ran, posiada działanie przeciwstarzeniowe, regulujące pracę gruczołów łojowych oraz przede wszystkim doskonale odżywia oraz odnawia komórki skóry i włosów. Oprócz wysokiej zawartości witaminy E, aż osiemdziesiąt procent pełnego składu oleju zajmują kwasy tłuszczowe, w tym Omega-9, Omega-6 i Omega-3 a także fenole, które wykazują bardzo intensywne właściwości antyoksydacyjne.
Producent gwarantuje nam olej arganowy pochodzący z ekologicznych upraw w Maroku, pozyskiwany wyłącznie metodą tłoczenia na zimno, która pozwala zachować wszystkie cenne właściwości. Oprócz tego, każdy produkt oznaczony jest aż pięcioma certyfikatami - Ecocert, USDA Organic, EACCE, AB oraz UTZ (zainteresowanych odsyłam tutaj), potwierdzającymi wysoką jakość.
W czasie kuracji testowałam olej arganowy w różnych formach - zarówno w butelce z atomizerem, jak i również w formie roll-onu. Oba oblicza opakowania są wykonane z grubego, oszronionego, ciemnego szkła, które chroni zawarty w nich olej przed działaniem czynników zewnętrznych oraz zachowuje wszystkie cenne właściwości. Szczególnie do gustu przypadł mi wspomniany roll-on - oprócz poręczności, bez problemu mieści się w nawet najmniejszej torebce, będąc ratunkiem również poza domem.
Produkt ten ma typową dla olei konsystencję - tłustą, półrzadką. Na potwierdzenie tezy o złocie Maroka składa się również jego półprzezroczysty, żółty kolor (w wersji spożywczej bardzo często jest w kolorze miodu). Opinia, jaka krąży wokół jego naturalnego, nieperfumowanego zapachu nie jest przesadzona - niestety, nie należy on do najprzyjemniejszych, lecz po aplikacji nie jest mocno wyczuwalny. Czysty olej arganowy powinien wchłaniać się w miarę szybko, nie pozostawiając tłustego filmu na skórze. Wchłanianie oceniam na plus - nie wyobrażam sobie nakładać niczego, co zostawia tłuste plamy - lecz tempo zależne jest w dużej mierze od strategicznego miejsca.
Co do samego działania - stał się moim przyjacielem na wielu frontach. Lubię aplikować go na twarz tuż po zmyciu maseczki z glinkami i spiruliną. Mam wrażenie, iż znacznie uspokaja moją cerę po zabiegach kosmetycznych, nie powodując przy tym zanieczyszczania porów oraz powstawania nowych niedoskonałości. Służy mi również dodawany do balsamów do ciała, aczkolwiek jego pełne właściwości w moim przypadku uwidaczniają się szczególnie na włosach. Nakładam go solo - zarówno na całość przed myciem, jak i na końcówki po wysuszeniu, dodaję go do masek, które czasem też na jego bazie sama tworzę. Po kilkumiesięcznej kuracji z włączonym do niej olejem arganowym widzę znaczną poprawę w kondycji włosów, które wracają do swojej formy tuż sprzed rozpoczęcia historii z farbowaniem. Dobrze chroni końcówki, lecz należy uważać, aby z nim nie przesadzić - jak każdy olej, w nadmiernej ilości lubi je obciążać i powodować szybsze przetłuszczanie.
Używany przeze mnie produkt dostępny jest na stronie Argan Group w cenie 45 zł za 50 mililitrów (pojemnik z atomizerem) oraz 15 zł za 10 mililitrów (roll-on) - optymalna ilość do przetestowania.
Choć to świetny olej, nie u wszystkich sprawdza się jako kosmetyk multifunkcyjny, nadający się do stosowania na wszystkich obszarach ciała. Bardzo często osoby, na które olej arganowy nie zadziałał, okazuje się iż miały styczność z produktem niewartościowym - czyli takim, w którym samego arganu jest.. niewiele.
Drogie Panie, jakie macie sposoby na upiększanie się za pomocą oleju arganowego? Czy często podejmujecie kurację olejami?














